piątek, 7 marca 2014

Prolog

Szła ulicą wesoło podśpiewując. Zmierzała na stadion Realu Madryt w sprawie pracy. Gdy pracowała w poprzednim klubie, przyszedł do niej list z prośbą o pozytywne rozpatrzenie oferty Realu. Alba była fizjoterapeutką. Szeroko się uśmiechała, każdemu posyłała serdeczny uśmiech. Nim się obejrzała stała przed głównym wejściem na stadion treningowy jej ukochanego klubu. Śmiało weszła do środka, uważnie się rozglądając. Ruszyła na poszukiwanie biura Ancelottiego. Pomieszczanie znalazła niemal od razu. Upewniła się jeszcze czy na pewno dobrze trafiła, spoglądając na pozłacaną tabliczkę z nazwiskiem trenera Królewskich. Zapukała niepewnie. Usłyszała ciche "proszę". Nacisnęła na klamkę sosnowych drzwi.  Weszła do przytulnego biura.
-Dzień dobry. Ja w sprawie pracy. -powiedziała wesoło.
-Witam. Pani Ferrero. Proszę siadać. -wskazał ręką na krzesło.  -Bardzo mi miło, że będę miał przyjemność z panią pracować. Bardzo mi panią zachwalano.
-Mi też bardzo miło. Będę pracować w ukochanym klubie.
-Myślę, że mogłaby pani zacząć za... -spojrzał na zegarek. -15 minut. Chłopcy mają za chwilę trening.
-Nie ma sprawy.  -uśmiechnęła się szeroko.
-To ja w takim razie zaprowadzę panią do pani nowego biura. Proszę za mną.  -wstał z krzesła biurowego i ruszył w stronę drzwi. Otworzył je i przepuścił Albę pierwszą.  Powędrowali długim korytarzem, bliżej w stronę płyty boiska. Znaleźli się przed ostatnim pomieszczeniem przed wejściem na murawę.
-Oto pani biuro. -otworzył drzwi i gestem zaprosił dziewczynę do wejścia. -Proszę stawić się na murawie o 12. -i odszedł.
Alba była zachwycona wystrojem wnętrza.  Pomieszczenie było urządzone minimalistycznie. Ściany były pomalowane na biało.  Na podłodze leżała czarna wykładzina.  Wszystkie meble były białego koloru.  Przy biurku tego koloru stało czarne, obrotowe krzesło. W kącie koło okna stała kozetka, a koło niej szafka ze wszelkiego rodzaju maściami, bandażami itp. Na tablicy korkowej wisiało zdjęcie drużyny z całą ekipą, tabela z najbliższymi meczami. Alba postanowiła jutro dodać trochę koloru biurze. W jednej z szafek znalazła błękitny fartuch, toteż go ubrała.  Zegar wybił 12 więc pani fizjoterapeutka ruszyła na boisko. Gdy wychodziła z pomieszczenia poczuła że na kogoś wpada. Upadła z głośnym hukiem na podłogę. 
-Kurwa! Patrz jak łazisz!